data publikacji

Nie tylko największe międzynarodowe korporacje, ale też mniejsze przedsiębiorstwa korzystają z usług agencji rekrutacyjnych. Niektórzy odnoszą się do nich nieufnie. Dlaczego?

 

"Nie działają w interesie pracowników, pobierają prowizję za znalezienie pracy, wykorzystują dane osobowe, przeciągają czas odpowiedzi na aplikacje" - to tylko niektóre z zarzutów, wypowiadanych pod adresem agencji rekrutacyjnych. Dlaczego część z nas tak sceptycznie podchodzi do ich usług?

Pytaj, pytaj i jeszcze raz pytaj 

– Mimo iż firmy rekrutacyjne z powodzeniem funkcjonują na polskim rynku praktycznie od kilkudziesięciu lat, to wiele osób poszukujących pracy spotyka się z nimi dopiero teraz, bo coraz więcej przedsiębiorców właśnie im zleca szukanie nowych pracowników – mówi Hanna Bielicka-Adamczyk, starszy specjalista ds. rekrutacji z ogólnopolskiej agencji rekrutacyjnej GP People. – Nie wszyscy wiedzą, jak funkcjonują takie podmioty i niestety w razie wątpliwości często zamiast zapytać bezpośrednio rekrutera i wyjaśnić niepokojące wątpliwości, dopytują znajomych czy też szukają odpowiedzi w internecie, natrafiając na wiele nieprawdziwych lub przestarzałych informacji.
Jedną z najczęstszych obaw, z jaką można się spotkać, jest kwestia finansowa i pytanie, czy nowo zatrudniony z racji tego, że został zarekomendowany do pracy poprzez pośrednika, będzie musiał oddawać mu część swojej pensji. – Nie wiem, skąd bierze się takie przekonanie, nie ma ono nic wspólnego z prawdą. Rekrutowana osoba nie ponosi żadnych kosztów związanych z tym procesem, ani w trakcie jego trwania, ani po jego zakończeniu. Musimy pamiętać, że zleceniodawcą agencji pośredniczących jest pracodawca i tylko on ma zobowiązania finansowe związane z procesem poszukiwania nowego specjalisty – podkreśla Hanna Bielicka-Adamczyk.
Niepokój rekrutowanych budzi także kwestia umowy i jej przygotowania. Pamiętajmy więc, że jeszcze przed podpisywaniem dokumentów na prośbę zatrudnionego ich wzory mogą mu zostać przekazane, aby miał czas je przejrzeć. Mamy do tego prawo, więc nie bójmy się o to zapytać przyszłego pracodawcę czy pośrednika. 

Dane na tacy

Inną kwestią budzącą dyskusje oraz wątpliwości jest udostępnianie, administrowanie i dysponowanie naszymi danymi osobowymi, które zdradzamy w CV i innych dokumentach aplikacyjnych. Co się z nimi dzieje i kto ma do nich dostęp?
Tu z podpowiedzią przychodzi nam prawo, należy bowiem pamiętać, że firmy rekrutujące pracowników tak samo jak inne podmioty obowiązują przepisy o ochronie danych osobowych. Agencje rekrutacyjne chronią też swoich klientów, dlatego z reguły ukrywają nazwę podmiotu, dla którego poszukują pracownika. Wielu przedsiębiorców nie chce bowiem, aby ich konkurencja wiedziała, jakiego specjalisty aktualnie potrzebują. – Fakt, że nie zawsze znajdziemy nazwę firmy w ogłoszeniu nie oznacza, że do ostatniego etapu zostanie ona dla nas tajemnicą. Wręcz przeciwnie, chroniąc firmę rekruter chroni także nasze dane. Najpierw zgodnie z zaplanowaną procedurą dokonuje wstępnej selekcji aplikacji, dzwoni, umawia się na spotkania i wybiera konkretne osoby. Dopiero potem rekomenduje klientowi wybranych kandydatów. Wtedy też firma docelowa poznaje ich nazwiska, a oni nazwę firmy – wyjaśnia Hanna Bielicka-Adamczyk.
Przekazanie wzajemnie danych następuje więc dopiero, kiedy obie strony wyrażą na to zgodę. Do tego momentu zarówno kandydat, jak i firma znają jedynie swoje profile, kompetencje, obszary działań, ale bez szczegółowych informacji. 

W oczekiwaniu na wieści  

Prawdą jest fakt, że rekrutacja prowadzona przez agencję może trwać dłużej niż ta przeprowadzana bezpośrednio przez firmę. Jest ona zazwyczaj przynajmniej dwuetapowa.
– Nie wszystkie rozmowy muszą odbyć się podczas spotkań. Często pierwszym kontaktem, w ramach którego już można zweryfikować pracownika, jest rozmowa telefoniczna czy wideokonferencja. Oczywiście czas trwania rekrutacji zależy od wielu czynników. Czasami bywa tak, że przebiega ona w ekspresowym tempie. Na jej długość wpływa między innymi specyfika stanowiska, wymaganych na nim kwalifikacji, liczba poszukiwanych osób, a także wcześniejsze doświadczenia agencji we współpracy z danym klientem. Na przyspieszenie działań pozytywnie działa również znajomość specyfiki lokalnego rynku pracy. Bardzo ważną kwestią dla naszej agencji jest poinformowanie osób przesyłających do nas aplikację, że zarejestrowaliśmy ich kandydaturę w prowadzonym projekcie. Osoby, które zostaną zaproszone na rozmowę, w rekrutacjach za naszym pośrednictwem, informujemy również o zakończeniu poszukiwań, także w przypadku kiedy nie otrzymają propozycji współpracy – wyjaśnia Hanna Bielicka-Adamczyk.
Jeśli chcemy przynajmniej w przybliżeniu określić, kiedy możemy spodziewać się wieści w sprawie pracy, wystarczy dokładnie przeczytać ogłoszenie. W większość z nich rekruter podaje datę, do której możemy wysyłać aplikację. Od tego czasu może minąć od kilku dni nawet do kilku tygodni, kiedy otrzymamy telefon z zaproszeniem na rozmowę. Taka rozbieżność spowodowana jest tym, że nie zawsze możemy zostać wybrani w pierwszej turze, ale dopiero w kolejnej selekcji. Może się również zdarzyć, że firma rekrutacyjna zaproponuje nam za jakiś czas udział w rekrutacji na podobne stanowisko, ale w innej firmie. Dlatego nie zniechęcajmy się milczeniem ze strony agencji. To, że nie pasowaliśmy profilem do oczekiwań jednego pracodawcy nie oznacza, że powinniśmy poprzestać wysyłać swoich aplikacji.


1 1 1 1 1 1 1 1 1 1
4.8