data publikacji
Orgatec

Afrykarium, czyli Oceanarium wrocławskiego ogrodu zoologicznego, to obiekt który nie ma swojego odpowiednika w Europie, a może nawet i na świecie.

Afrykarium | fot. Inter-System
Afrykarium, elewacja z CORIANU | fot. Inter-System

Budowa tego kawałka Afryki we Wrocławiu to 30 miesięcy pracy, ponad 250 podwykonawców i tysiąc zatrudnionych osób. To polska realizacja, która powstała dzięki rodzimemu pomysłowi przy użyciu technologii z całego świata, odnosząc wielki sukces.
Jak wyglądała realizacja tej inwestycji, opowiada Andrzej Palczak, dyrektor ds. realizacji i wiceprezes firmy P.B. Inter-System, głównego wykonawcy Afrykarium.

Afrykarium we wrocławskim ZOO to jeden z najnowocześniejszych obiektów tego typu w Europie. Czym była dla Państwa ta budowa?
Budowa Afrykarium była dla nas ogromnym wyzwaniem. Każdy z etapów budowy, od przetargu po uruchomienie obiektu, wymagał elastyczności oraz wypracowania i wdrażania nieoczywistych na pierwszy rzut oka rozwiązań.

Od Czy Afrykarium wygląda dziś dokładnie tak, jak zostało zaprojektowane?
Współpracując z władzami ZOO i projektantami, dokonywaliśmy w trakcie budowy analiz pozwalających na wprowadzenie koniecznych zmian. Pewne elementy wymagały doprojektowania, inne zastosowania równoważnych rozwiązań zamiennych. Za każdym razem konsensus udało się osiągnąć dzięki wielostronnej współpracy – naszej, jako Generalnego Wykonawcy, Projektantów i Zamawiającego. Dialog był tu kluczowy.

Od czego rozpoczęły się prace?
Na początku trzeba wspomnieć, że sam plac budowy był nietypowy. To środek pełnego zwierząt ogrodu zoologicznego, który przez cały czas trwania prac musiał być dostępny dla zwiedzających. Przepustowość komunikacyjna była bardzo mała. Co więcej, po odbudowie  powojennych zniszczeń, przez lata powstawała tam różnego rodzaju podziemna infrastruktura techniczna nie zawsze udokumentowana w formie map geodezyjnych. Prace musieliśmy więc rozpocząć od ich inwentaryzacji.

Jak na budowę reagowało jej bezpośrednie otoczenie, czyli zwierzęta?
Istniała obawa, że głośne prace np. pogrążanie ścianek zabudowy wykopu wywoła u zwierząt ogromny stres. Było jednak odwrotnie. Mieszkańcy ZOO byli żywo zainteresowani tym, co się działo. Niezapomniany był np. widok żyraf codziennie rano ustawiających się w rzędzie i obserwujących działania na placu budowy, czy poranne „rozmowy” majstrów z osłami, których zagroda sąsiadowała z ogrodzeniem budowy.
Oczywiście musieliśmy zachować szczególną ostrożność i zdyscyplinować załogę tak, by ograniczyła do minimum przemieszczanie się po ogrodzie, szczególnie mając na sobie żółte odblaskowe kamizelki, których jaskrawy kolor stresuje zwierzęta.

Kolejne etapy budowy były łatwiejsze?
Był to dopiero początek. Opowiadając o budowie Afrykarium niemal na każdym jej etapie chce się powiedzieć – było to wyzwanie. Zaczynając od fundamentów, przez instalacje, baseny, sztuczne skały, po elewację czy dach. Kubatura budynku to 184 tys. m3.

Z czego wynikała potrzeba zamontowania takiej ilości instalacji?
Oceanaria buduje się zwykle nad morzem, gdzie jest naturalny dostęp do słonej wody, a jeśli powstają w głębi lądu, mają zazwyczaj jedynie baseny słodkowodne. W Afrykarium są zarówno zbiorniki ze słoną, jak i słodką wodą. Konieczne było wybudowanie fabryki wody słonawej, która zaopatruje zbiorniki dla zwierząt, a każdy z nich wymaga innego stopnia zasolenia. Tym samym we wszystkich basenach i kilkunastu kilometrach rur w obiegu znajduje się aż 18 milionów litrów wody.

Czy tworząc tak skomplikowane instalacje korzystali Państwo z własnego know-how?
Za projekt instalacji odpowiadało niemieckie biuro. Rozpoczynając realizację mieliśmy wiele wątpliwości, jak ten projekt przełoży się na rzeczywistość. Prowadziliśmy konsultacje z naszymi polskimi inżynierami, co pozwoliło nam wybrnąć z niejednego problemu, wychwycić wszystkie ewentualne nieprawidłowości i przekonać naszego niemieckiego partnera do niezbędnych korekt dokumentacji projektowej. Okazuje się, że w Polsce mamy ekspertów o bardzo szerokiej wiedzy, którzy potrafią rozwiązać najbardziej skomplikowane problemy inżynieryjne. Kreatywność
i kwalifikacje naszych ekspertów sprawiły, że mogliśmy prowadzić techniczne, merytoryczne dyskusje na najwyższym poziomie, co przyniosło świetne efekty.

Po położeniu dachu rozpoczęły się prace wykończeniowe?
Oryginalna na skalę światową jest zewnętrzna elewacja z CORIANU. Ekspertów od wykorzystania tego materiału mieliśmy na miejscu we Wrocławiu. Naszym celem było uzyskanie konkretnego efektu wizualnego – czarnej, przełamującej się na afrykańskim wybrzeżu fali, odbijającej się dodatkowo w płaskim lustrze wody. Nikt nie wykonywał jeszcze takiej elewacji, stąd rozwiązania technologiczne zarówno w zakresie produkcji płyt, jak i ich zawieszania oraz wymogów przeciwpożarowych opracowaliśmy sami.

Dlaczego właśnie CORIAN?
Projektanci budynku proponowali różne materiały. CORIAN był najodpowiedniejszy, ponieważ zapewniał elastyczność formowania, nie tworzył dodatkowych obciążeń i umożliwiał sprawny montaż. CORIAN nie był jednak materiałem, z którym pracowało się łatwo. Na bieżąco musieliśmy dostosowywać technikę formowania i obróbki tego materiału.

A co z wykończeniem wnętrza budynku?
Prace we wnętrzu to przede wszystkim tematyzacja związana z montażem sztucznych skał oraz zastosowanie na ogromną skalę technologii art beton. Ściany czy posadzki zostały wylane
w szalunkach, nie były szlifowane, tynkowane czy malowane. Struktura czy kolor wynikały z barwienia betonu w masie. Takie rozwiązanie wynikało z wizji architektów, którzy chcieli osiągnąć konkretną estetykę oddającą klimat budynku. Sztuczne skały wykonane zostały przez hiszpańską firmę, która miała wymagane do tego kompetencje i doświadczenie. Odtworzyli oni autentyczne formy i kształty występujące w afrykańskich ekosystemach. Na podstawie odcisków śladów zwierząt i roślin opracowali wizualizację każdego elementu. My wsparliśmy wykonanie tej aranżacji przez zapewnienie odpowiedniego zaplecza wykonawczego. Była to artystyczna, rzeźbiarska praca. Trudność polegała na tym, że nie da się zaprojektować dokładnie każdego elementu wystroju, bo już w trakcie jego wykonania w przestrzeni działają na niego dziesiątki parametrów.

Budowę mogły podglądać nie tylko żyrafy. Na jej początkowym etapie ustawiony był taras umożliwiający obserwację odwiedzającym ZOO, były też inne wizytacje. Z jakimi ocenami się Państwo spotykali?
Budowę odwiedzało wiele osób. Nasi kontrahenci, różnego rodzaju przedstawiciele mediów, władz, konferencji naukowych. Wymagało to od nas dodatkowej organizacji swego rodzaju trasy zwiedzania budowy, ale z czasem do tego przywykliśmy. Odwiedzały nas również delegacje firm z Rosji czy USA. Wszyscy byli pod wrażeniem skali obiektu, jaki tworzymy i budżetu, jaki na niego mamy, twierdząc, że jest bardzo niski w porównaniu do innych realizowanych na świecie tego typu obiektów.

Czy przygotowywali się Państwo na otwarcie budynku dla turystów, czy leżało to już po stronie ZOO?
Afrykarium zaprojektowane jest tak, by pomieścić 1300 osób. We współpracy z ZOO przeprowadziliśmy tzw. testy obciążeniowe, rozdając mieszkańcom Wrocławia zaproszenia na zwiedzanie obiektu. Zainteresowanie było ogromne. Z analiz wynika, że budynek jest w stanie pomieścić nawet 3,5 tys. osób. Byłoby to jednak zagrożenie dla sprawnego przepływu osób, co wynika z przepustowości dróg dla zwiedzających, wydolności klimatyzacji i wentylacji oraz przepisów prawa budowlanego, a w szczególności tych dotyczących ewakuacji. Obecnie w Oceanarium kieruje się ruchem dbając o zachowanie ustalonej na początku normy.

Do jakiego obiektu można porównać Afrykarium?
Jest to jedyny obiekt na świecie poświęcony na taką skalę jednemu kontynentowi. Pod względem wielkości, zastosowanych technologii i położenia w głębi lądu odpowiedników można szukać jedynie w USA.







1 1 1 1 1 1 1 1 1 1
1.4