data publikacji

"Gwiezdne wojny” od dwóch pokoleń kształtują popkulturę, mają wpływ na rozwój technologii, biznes, a nawet na politykę.

„Gwiezdne wojny” to jedna z najbardziej dochodowych produkcji w dziejach kina

Siódma część sagi George’a Lucasa była skazana na kasowy sukces. „Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy” w ciągu zaledwie 12 dni zarobiły miliard dolarów, ustanawiając tym samym nowy rekord w historii kina.

Biznesowa gwiazda śmierci

„Gwiezdne wojny” to jedna z najbardziej dochodowych produkcji w dziejach kina. „Przebudzenie Mocy”, mimo swojego rozmachu, jest tylko kolejnym trybikiem w gwiezdno-wojennej machinie biznesowej. Obejmuje ona zabawki, odzież, gadżety, limitowane edycje słodyczy i przekąsek. W sieci można kupić między innymi prezerwatywy z motywami jasnej i ciemnej strony mocy. W amerykańskich marketach nawet działy z owocami uległy wszechobecnej franczyzie.

Fortune.com oceniło, że cała saga od premiery pierwszej części w 1977 roku do 24 grudnia 2015 roku zarobiła w samych tylko kinach ok. 7,3 mld dolarów – uwzględniając inflację. Statisticbrain.com podaje jeszcze ciekawszą kwotę 28 mld dolarów, próbując wycenić cztery dekady biznesu związanego ze Star Wars. Do worka wrzucono w tym wypadku wszystko. Od napojów gazowanych po gadżety dla gospodyń domowych.

Efekty specjalne z odległej galaktyki

Przygotowując się do pracy nad pierwszą częścią sagi, George Lucas zgromadził w jednym miejscu najlepszych hollywoodzkich specjalistów od efektów specjalnych. Tak narodził się słynny oddział Lucasfilm, znany jako ILM (Industrial Light & Magic). Jako pierwszy w branży eksperymentował z komputerowym CGI. W ten sposób powstała ogromna część efektów specjalnych do „Imperium kontratakuje” i „Powrotu Jedi”. Od tamtej pory magicy z ILM dołożyli swoją cegiełkę do ponad 100 filmów, w tym takich bestsellerów jak „Powrót do przyszłości” czy „Indiana Jones”.

W 1986 roku część ILM odpowiedzialna za animację komputerową została zakupiona przez Steve’a Jobsa i przekształcona w legendarne studio Pixar. W ILM pierwsze kroki stawiał również John Knoll, który zasłynął później jako jeden z twórców Photoshopa.

Technika rodem ze Star Wars

Fantastyka naukowa często o kilka dekad wyprzedza technologię. Jeśli chodzi o innowacje, George Lucas uważany jest raczej za popularyzatora, niż za twórcę nowych koncepcji. W pierwszych „Gwiezdnych wojnach” pojawiło się sporo technologicznych rozwiązań z literatury lat 50-tych i 60-tych oraz wcześniejszych filmów science fiction – choćby broń laserowa, statki kosmiczne i myślące roboty. Lucas zdołał stworzyć z tej układanki spójną całość, dzięki czemu skutecznie sprzedał swój pomysł kulturze masowej.

Co w „Gwiezdnych wojnach” było nowinką? Oczywiście miecze świetlne, gwiazda śmierci i o czym dziś często się zapomina, projekcja holograficzna. U Lucasa służy ona do komunikacji. W pierwszej części w holoprojektor został wyposażony robot R2-D2. W „Mrocznym widmie” z 1999 roku znajdziemy już urządzenie w wersji kieszonkowej.

Co ciekawe ideę ultra przenośnego projektora dość szybko podchwyciła branża elektroniczna. Choć holografia wciąż jest w powijakach, projektory kieszonkowe wykorzystujące diody LED można dziś kupić w sklepach z elektroniką. Należą do nich choćby urządzenia takie jak Philips PicoPix 4935, oferujące rozdzielczość HD i przekątną większą niż 100 cali.  Dzięki postępowi w technologii wyświetlania obrazu na takim projektorze nie tylko obejrzymy w komfortowy warunkach wszystkie części sagi, ale zagramy również gry z uniwersum Star Wars – wystarczy wolny kawałek ściany lub sufitu.

Popularność i kultura masowa

Jeśli chodzi o popularność sagi George’a Lucasa, nawet Ian Fleming ze swoim agentem 007 musi się schować. Bond pojawił się w 24 filmach i 31 książkach. Gwiezdne Wojny to 7 filmów, 358 książek, i jak podaje wspomniany już Statisticbrain.com, 138 gier wideo nawiązujących do cyklu. Bond może mieć licencję na zabijanie, ale to uniwersum Star Wars ma największą rzeszę oddanych fanów.

Wystarczy zresztą przejrzeć nagłówki w mediach z kilku miesięcy poprzedzających premierę „Przebudzenia mocy”, aby przekonać się, że Lord Vader ma się całkiem nieźle. Przebrany za niego Sylwester Wardęga dokazywał ostatnio w warszawskim metrze. Przedstawiciel jasnej strony mocy – Chewbacca, trafił w październiku do ukraińskiego aresztu za zakłócania ciszy wyborczej.
Fani sagi zdominowali przed premierą najnowszej części również serwisy społecznościowe, jeszcze bardziej podbijając popularność „Gwiezdnych wojen”.

autor: X-GEM, www.picopix.eu


1 1 1 1 1 1 1 1 1 1
5.0